Podróże kulinarne

niedziela, 16 lutego 2014

Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądają tygodniowe zapasy jedzenia w różnych częściach świata? Ile produktów potrzebuje przeciętny Niemiec, a ile Włoch? Co jest głównym pożywieniem Hindusów, a co Japończyków? Kto i ile wydaje na jedzenie w ciągu tygodnia? Mnie to zafascynowało.

Wpadłam na tę serię zdjęć przypadkiem. Zrobił je Peter Menzel i umieścił w swojej książce Hungry Planet, która w całości traktuje o tym, co i gdzie ludzie jedzą. Menzel jeździł po świecie i fotografował zapasy, które przeciętna rodzina robi na najbliższe siedem dni. To niesamowite ile jedzenie mówi o danym kraju. Taka fotograficzna podróż dookoła świata dała mi dużo do myślenia, czasem przywoływała uśmiech i wiele wspomnień.

Przykładowo widać, że w USA króluje wysoko przetworzone jedzenie. Na stole jest trochę coca-coli, chipsy, zestawy z McDonald'sa i Burger Kinga. Są też 2 pizze (a przecież mówimy o 7 dniach), sporo mleka i mięsa. Praktycznie wcale nie ma za to owoców i warzyw. Takie zapasy wyceniono na 341$. Dla czteroosobowej rodziny z Północnej Karoliny.

Widelcem po mapie wygląda teraz zupełnie inaczej i znajduje się pod innym adresem. Resztę tego wpisu znajdziesz TUTAJ

środa, 12 lutego 2014

– Rurki są tam – młoda dziewczyna wskazuje ręką na całe opakowanie słomek do napojów. – Nie, dziękuję, wypiję bez – odpowiadam niemal odruchowo i zgarniam z małego blatu szklaną butelkę. – Lepiej weź – przekonuje mnie nasz lokalny przewodnik Badi. No tak, ciągle o tym zapominam. Jesteśmy w Afryce i tak jak w Azji, czy Ameryce Południowej coca-colę pije się tu przez rurkę. Dla bezpieczeństwa, dla zdrowia, dla dobrego samopoczucia. Dla nich przez rurkę i dla nich coca-colę. Przekonywałam się o tym w kolejnych krajach. Może nie być prądu, może nie być pitnej wody, ale ten słynny czarny płyn bedzie na pewno.

Widelcem po mapie wygląda teraz zupełnie inaczej i znajduje się pod innym adresem. Resztę tego wpisu znajdziesz TUTAJ

Tagi: Kenia
21:31, widelcempomapie , Podróże kulinarne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 lutego 2014

Mała, przykurzona ręka sięgnęła do mojego plecaka. Dziecięcy mózg zadział szybciej niż się spodziewałam. Na okrągłej, nieco brudnej buźce pojawił się ogromny uśmiech. Minęła sekunda, a w plecaku były już dwie małe łapki i ani jednego cukierka. Dziewczynka patrzyła na mnie tymi ogromnymi, czarnymi oczami, jakby chciała odwrócić mój wzrok od słodyczy, które teraz mocno przyciskała do swojego brzucha.

W każdej podróży największą słabość mam do dzieci. Ciężko mi przejść koło nich obojętne. Myślałam, że najtrudniej było w Wenezueli. Teraz wiem, że szerokość i długość geograficzna nie mają tu znaczenia. Nie ma więc wyjazdu bez cukierków, uśmiechów i biegających koło mnie gromadek. Pierwsze zderzenie z dziecięcą rzeczywistością w Kenii było jednak równie bolesne, jak upadek z Kilimandżaro prosto w paszczę lwa.

Widelcem po mapie wygląda teraz zupełnie inaczej i znajduje się pod innym adresem. Resztę tego wpisu znajdziesz TUTAJ

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Słońce dopiero wstało, wiatr podrywa piasek, który łaskocze mnie po łydkach. Ocean chyba wziął sobie wolne, bo woda cofnęła się o co najmniej 200 metrów. Mogłabym iść dobry kwadrans wgłąb oceanu, a wciąż nie zmoczyłabym kolan. Wzdłuż plaży biega kilku zapalonych turystów, którzy nawet na urlopie nie zapominają, że gdzieś w ich kraju czeka wymagający trener personalny. Poza nimi i mną nie ma tu właściwie nikogo. Jest 7:00.

Powoli schodzą się pierwsi sprzedawcy. Jeden z nich jest mi już dobrze znany. Handluje wycieczkami i od kilku dni intensywnie przekonuje mnie, że nikt tak jak on nie może pokazać mi rafy koralowej. Żeby było jasne - każdy z nich twierdzi dokładnie tak samo ;) Kilka dni wcześniej zapewniał, że ma na imię Charlie. Nie jestem do końca pewna czy to pokolonialne pozostałości czy jakieś tutejsze zamiłowanie do przekształcania własnych imion na te brytyjsko brzmiące. Lubię na niego patrzeć, bo codziennie rano wpycha w swoje uszy słuchawki i tańczy na plaży, jakby właśnie walczył o udział w You Can Dance. Jest usobieniem najważniejszego i najczęściej wypowiadanego zdania w tej części świata - Hakuna Matata (co znaczy nie martw się).

Widelcem po mapie wygląda teraz zupełnie inaczej i znajduje się pod innym adresem. Resztę tego wpisu znajdziesz TUTAJ

Tagi: Kenia ryba
22:23, widelcempomapie , Podróże kulinarne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 stycznia 2014

W cieniu palmy uśmiechnięty Pan podaje mi kawałek papai. Jest już obrana, bez pestek, zimna i soczysta. Jego ręka kolorem przypomina czekoladę - i to taką, która zawiera 90% kakao. Masz, spróbuj - mówi. Biorę ją i śmieję się w duszy, bo traktuje mnie jakbym miała mieć ją pierwszy raz w życiu w ustach.

Gryzę raz... drugi... Halo, przepraszam, JA NAPRAWDĘ MAM TO W USTACH PIERWSZY RAZ. To znaczy tak jakbym miała. To co do tej pory nazywałam papają, teraz oceniam jako mieszankę bloku technicznego i papieru samoprzylepnego fluorescencyjnego. To co dał mi czarnoskóry mężczyzna prosto z przykurzonego blatu, to coś przez co przed chwilą przeszła ostra jak brzytwa maczeta, to prawdziwa eksplozja smaku, soczystości i orzeźwienia w jednym. 

Widelcem po mapie wygląda teraz zupełnie inaczej i znajduje się pod innym adresem. Resztę tego wpisu znajdziesz TUTAJ

 
1 , 2 , 3

Skontaktuj się ze mną: widelcem@gmail.com

Zdjęcia i treści prezentowane na tym blogu są własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

Durszlak.pl Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi